Bardzo ciężki i poruszający film, ale także zawiły i czasami można się zgubić. Co chwilę pytamy czy to wspomnienia, czy bieżąca akcja, a może jakieś wyobrażenia. Tyt
Wszyscy wiedzą o tym stałym konflikcie i stałej wojnie, ale nikt nie chce tego kończyć. Bo jest to wygodne - w danej chwili po prostu znów (można) uruchomić ten mechanizm.
Filmy s touto tématikou jsou založeny na pravdivých osudech zesnulých či vzpomínek žijících pamětníků. Již 18. února česká kina uvedou maďarský snímek Saulův syn odehrávající se v koncentračním táboře v Osvětimi. Proto jsme pro Vás připravili seznam deseti nejlepších filmů s touto tématikou. 10. Colette (2013)
Mimo iż Freud nigdy nie poznał Anny O., wspólnie z Breuerem na podstawie jej historii leczenia wydali w 1895 książkę Studia nad histerią. Na podstawie dostarczonych przez Breuera opisów postępów terapii Anny O. Freud doszedł do wniosku, że jej histeria była wynikiem nadużyć seksualnych w dzieciństwie, a te traumatyczne
Ćwierć wieku po ludobójstwie w Srebrenicy we wschodniej Bośni młodzi ludzie na Bałkanach apelują do światowej opinii publicznej: – Nie powinniście zapominać o tym, co się stało. Bo
W tym artykule rekonstruuję zatem wstępnie ową kulturę na podstawie artefaktów, frag- mentów zapisów historycznych i etnograicznych, uzupełniając dostępnymi mi 2 O trudnościach badań historycznych i kulturowych na Bałkanach pisali m.in. Tadeusz Cze- kalski (2013: 143–154); Ewa Kocój (2015: 137–147).
.
Są sporty ekstremalne i są filmy w reżyserii Angeliny Jolie. Po wzięciu na warsztat konfliktu na Bałkanach i filmie „Kraina miodu i krwi” Jolie znów popełniła dramat wojenny. Tak powstał „Niezłomny”. „Niezłomny”, czyli nudny. Tym razem Angelina Jolie zabrała się za historię amerykańskiego biegacza Louise’a „Louie” Zamperiniego, olimpijczyka z Berlina, który w trakcie drugiej wojny światowej trafił do japońskiej niewoli, gdzie „wpadł w oko” sadystycznemu komendantowi obozu. Pojedynek ich osobowości jest (a przynajmniej miał być) osią fabuły „Niezłomnego”. Drugi film słynnej hollywoodzkiej aktorki zaczyna się dosłownie bombowo. Obserwujemy nakręconą z rozmachem scenę bombardowania okupowanej przez Japończyków wyspy Nauru w czasie drugiej wojny światowej. Majestatyczne sunące po tropikalnym niebie bombowce budzą na początku zachwyt. Za chwilę dostają się pod gęsty ostrzał obrony przeciwlotniczej i widz nabiera apetytu na to, co ma się zaraz wydarzyć. Tyle tylko… że nie dzieje się nic. Owszem, za moment pojawiają się japońskie myśliwce, jeszcze później obserwujemy zmagania załogi z niesprawnym samolotem i oczywiście w finale dramatyczne lądowanie uszkodzoną maszyną. Szybko jednak widz łapie się na tym, że niewiele go obchodzi co się właściwie stanie z amerykańskimi lotnikami, w tym z głównym bohaterem. I tak podczas oglądania „Niezłomnego” jest już do końca seansu. Nudno, przewidywalnie i bez żadnego napięcia. A przecież historia Zamperiniego to samograj jakich mało. Wystarczyło tylko skupić się na jednym głównym wątku i wokół niego osnuć fabułę filmu. Tymczasem nie można uwolnić się od wrażenia, że w „Niezłomnym” upchnięto zdecydowanie za dużo. Jak choćby w sekwencji, kiedy to przez blisko pięćdziesiąt dni Zamperini z kolegami walczą o przetrwanie w małym pontonie na oceanie. Już tylko ta historia nadaje się na oddzielny film (i prawie nim jest, bo ten rozdział wlecze się wyjątkowo długo). Nie sposób także przejąć się pojedynkiem między Zamperinim a sadystycznym komendantem obozu jenieckiego Watanabe. Mogło to być starcie, w którym obydwaj bohaterowie uczą się w końcu samych siebie nawzajem, bo jak wiadomo skrajności tak naprawdę leżą blisko siebie. Mogło być, gdyby nie to, że Watanabe jest po prostu odrażającym, idiotycznym i okrutnym typem, który budzi tylko odrazę. A przecież zło wcielone w kinie potrafi być fascynujące, z czego Jolie doskonale powinna zdawać sobie sprawę, bo na pewno widziała „Listę Schindlera” i pamięta stamtąd postać Amona Goetha, komendanta obozu koncentracyjnego w Płaszowie. Na tle Watanabe Zamperini zresztą nie prezentuje się lepiej. I w dodatku w toku filmu okazuje się, że wbrew tytułowi wcale taki „niezłomny” w obozie nie był… Tyle że znów temat ten został potraktowany zdawkowo i powierzchownie i pojawia się chyba tylko po to, by nie było oskarżeń, że został pominięty. I naprawdę szkoda, bo dzięki temu widać, że Zamperini wcale nie był tak sztampową i bezbarwnie jednoznaczną osobą, jaki jest jego obraz nakreślony przez słynną aktorkę. Podobnie jak w swoim debiutanckim filmie Angelina Jolie ponownie dostarcza paliwa złośliwcom, którzy będą wypominać gwieździe hollywoodzką alienację i nieznajomość realiów tak zwanego normalnego życia. W „Krainie miodu i krwi” bohaterka w pewnym momencie będąc niemal na linii frontu paradowała na ekranie w nienagannym makijażu i szpilkach. W „Niezłomnym” okazuje się, że wprawdzie dryfowanie przez ponad czterdzieści pięć dni przez tropikalny ocean w nieosłoniętej tratwie prawie bez jedzenia i wody skutkuje poparzeniami skóry, schudnięciem i ogólnym wyczerpaniem. Ale jest także doskonałą okazją do zapuszczenia hipsterskiej, twarzowej i doskonale przyciętej bródki. Bez żadnego problemu, mimo tak zdawałoby się niesprzyjających warunków, walczący o przetrwanie bohaterowie mogli też stosować jedną z głównych zasad każdego prawdziwego mężczyzny, to jest wizytę u fryzjera co sześć tygodni by utrzymać elegancką fryzurę. O bielutkim uzębieniu utrzymywanym przez kilka lat niewoli nawet nie ma co wspominać. Błyszczy aż miło, nawet gdy bohater calusieńki jest pokryty węglowym pyłem. Angelina Jolie sama podkreśla, że dopiero reżyserki się uczy. Dobrze, tylko dlaczego uparcie powtarza te same błędy w drugim kolejnym filmie? I nie pomogło, że tym razem nie porwała się na napisanie scenariusza, tylko zamówiła go u specjalistów najwyższej klasy, to jest między innymi braci Joela i Ethana Coenów. Może przy okazji realizacji trzeciego filmu powinna oddać im też reżyserski stołek? Chcesz mieć najlepsze artykuły w jednym miejscu? Polub Newsweeka na Facebooku! Jesteśmy też na G+ oraz Twitterze. Źródło: Newsweek_redakcja_zrodlo
10 lutego 2018 Na tę publikację polscy czytelnicy musieli czekać 10 lat, licząc od pierwszych zapowiedzi wydawcy. Cierpliwość się opłaciła, jeśli ceni się chropowatość undergroundowego komiksu, estetykę surrealistycznego koszmaru i nieposkromioną, chorą wyobraźnię. Oto „Bośniacki płaski pies”, czyli najbardziej niekonwencjonalna opowieść o wojnie na Bałkanach, jaka mogła trafić do waszych rąk. W 1999 roku dwóch szwedzkich twórców komiksowych rezydujących w Berlinie ? Max Andersson i Lars Sjunnesson ? udało się do Lublany w Słowenii na konwent komiksu alternatywnego. Przez przypadek znaleźli się w pobliżu kampanii bombowej prowadzonej przez NATO. Choć sama podróż była niepokojąca, a przy okazji dała możliwość na własne oczy zobaczyć skalę zniszczeń, jaka dotknęła ludność cywilną, to jednak okazała się też dla artystów inspirująca. Po powrocie do domu postanowili utrwalić swoje przeżycia na planszach komiksu. Początkowo myśleli o narysowaniu pamiętnika lub trawelogu. W tamtym czasie zaczęły one być modne ? Guy Delisle wydał „Shenzen”, a Joe Sacco „Strefę bezpieczeństwa Goražde”. Po kilku miesiącach przerzucania się niestworzonymi pomysłami uznali, że ta historia zasługuje na coś więcej niż tylko „zwyczajną” relację. Opracowali więc nową koncepcję, w myśl której osobiste przeżycia miały stanowić jedynie punkt wyjścia do historii rodem z najgorszych koszmarów, jakie mogą przyśnić się na jawie po zażyciu wyjątkowo silnych psychodelików. Zaczyna się z pozoru niewinnie i blisko osobistych doświadczeń autorów. Max i Lars przebywają wraz z zaprzyjaźnioną rysowniczką na konwencie w Lublanie. Tam otrzymują telefon od niejakiego Stefana Skledara. Dawny znajomy (jak najbardziej autentyczna postać pewnego Słoweńca) ma pretensje o bezprawne wykorzystanie jego osoby w komiksie (i tu już najwyraźniej wkraczamy w strefę fikcji, bo prawdziwy Stefan raczej zarzutów nie miał, skoro napisał wstęp do dzieła). Poszkodowany nie ma zamiaru się sądzić, potrzebuje jednak pieniędzy, dlatego proponuje dżentelmeńską umowę: w ramach zadośćuczynienia artyści kupią od niego prawa do dzienników wojennych z konfliktu na Bałkanach. Lars i Max przystają na tę propozycję i o umówionej godzinie stawiają się w wyznaczonym miejscu. Stefan jednak nie przybywa. Zamiast niego nieoczekiwanie z ulicy obok wyjeżdża ciężarówka wypełniona lodami, która próbuje staranować bohaterów. Ci cudem unikają śmierci pod kołami pojazdu, a w przewróconym nieopodal śmietniku znajdują jeden z dzienników wojennych Stefana. Cała trójka decyduję się ruszyć śladem lodowych sprawców, po drodze zapoznając się z treścią pamiętnika. To początek surrealistycznej podróży przez kraj targany wojną. Przerażające wdowy ze Srebrnicy, które porywają ludzi, sarajewskie bomby lodowe sprzedawane w łuskach po pociskach, zwłoki jugosłowiańskiego dyktatora Josipa Tity przechowywane w lodówce, żołnierze NATO przemienieni w zombie i rozgniecione, a jednak wciąż żywe psy biegające po ulicach ? to tylko niektóre elementy koszmarnej nierzeczywistości, z którymi stykają się na swej drodze Max i Lars. Pod surrealistyczną i groteskową powłoką kryje się jednak sporo prawdy o konflikcie na Bałkanach, a szczególnie o jego ofiarach próbujących odnaleźć się w nowych realiach. Tytuł komiksu pochodzi od popularnego dowcipu krążącego w Bośni po wojnie. Tamtejsi ludzie, słynący ze swego czarnego poczucia humoru, mawiali, że jedyną rodzimą rasą psa w tym kraju jest bośniacki płaski pies, ponieważ większość tych czworonogów ginęła pod gruzami bądź gąsienicami czołgów, a ich truchła walały się na każdym kroku. „Wielu zdawało się czuć, że naruszamy granice 'dobrego smaku’ i przesadzamy, wyśmiewając się z rzeczy, z których nie można się śmiać” ? mówi Max Andersson. „Niektórzy narzekali, że nie opowiedzieliśmy się jasno po jednej stronie i nie zwaliliśmy całej winy na Serbię. Co ciekawe, dziennikarze, którzy czuli się urażeni i twierdzili, że nie jesteśmy zainteresowani 'prawdą’, nie mieli stamtąd żadnych osobistych doświadczeń. Ci, którzy takowe mieli, pisali pozytywnie o komiksie”. „Bośniacki płaski pies” to wynik prawdziwie kolektywnego procesu twórczego. Wprawdzie Max i Lars mają odmienne, charakterystyczne style rysowania, o czym przekonują krótkie historie zamieszczone w apendyksie, ich prace na kartach komiksu trudno rozróżnić. Taki zresztą był zamysł. „Chciałem sprawdzić, co tworzy tożsamość ? na przykład tożsamość indywidualną, narodową i artystyczną. Co się stanie, jeśli zaczniemy rozkładać części tego, co według nas składa się na naszą tożsamość, i wymieszamy je z czymś innym? Jakie będą efekty? I czy to w ogóle jest możliwe?” ? wyjaśnia Max Andersson. „Stopniowo zaczęliśmy mieć obsesję na punkcie tej techniki, starając się wymyślić metody, które sprawią, że mieszanka graficzna będzie coraz bardziej złożona i niemożliwa do rozszyfrowania” ? dodaje artysta. Skończyło się tak, że każdy z nich nakładał kilka linii tu i tam, po czym wymieniał się planszami z drugim i dodawał kilka szczegółów do jego rysunków. Wymiana odbywała się tak długo, aż obaj uznali, że dane ilustracje są już kompletne. Efekt? „Na rysunku jakiejś postaci może znajdować się setka małych kresek atramentu nałożonych przeze mnie i setka zrobionych przez Larsa, nie w tej samej plamce, ale w różnych i całkowicie arbitralnych miejscach” ? mówi Max. Ta metoda twórcza sprawiła, że praca w duecie zamiast przyśpieszyć proces tworzenia komiksu, znacznie go wydłużyła. Ukończenie „Bośniackiego płaskiego psa” zajęło autorom cztery lata. Historia z komiksu ma też ciąg dalszy. Po wydaniu „Bośniackiego płaskiego psa” artyści udali się w trasę promocyjną po krajach byłej Jugosławii. W podróży towarzyszyły im zwłoki Tity, spreparowane ze styropianu i papier-mâché. Całość uwieczniono na kamerze, dzięki czemu powstał film „Tito na lodzie” (oryg. „Tito on ice”) łączący sceny dokumentalne z animacją poklatkową. W ramach uzupełnienia lektury warto zapoznać się z tą równie zwariowaną produkcją. Artur Maszota Wypowiedzi Maxa Anderssona pochodzą z wywiadów opublikowanych na Stripburger, Invicta Indie Arts, Tematy: Bośniacki płaski pies, komiks, Kultura Gniewu, Lars Sjunnesson, Max Andersson Kategoria: premiery i zapowiedzi
Produkt uboczny wojny – tak przez prawie cały XX wiek określano gwałt - za zbrodnię wojenną i zbrodnię przeciwko ludzkości został uznany w 1993 r. Poniżyć ofiary, zniszczyć strukturę społeczną narodu, doprowadzić do jego rozpadu i wymordować tylu ludzi, ilu się da. Serbscy ultranacjonaliści mieli pomysł na nową Jugosławię. Nazywali ją w projektach Wielką MazowieckiegoPropaganda przełomu lat 80. i 90., dbająca za sprawą mediów sterowanych z Belgradu o podsycanie tlącego się, uśpionego przez ponad 40 powojennych lat konfliktu etnicznego, obudziła demony wojny we wszystkich narodach rozpadającej się w oczach Jugosławii. W latach 1991-95 na jej ziemiach zbrodnie wojenne popełniali Chorwaci, Boszniacy (Muzułmanie – konstytucyjny naród Jugosławii, pisany wielką literą od 1971 r.) i Serbowie. To jednak ci ostatni doprowadzili do stworzenia tego, co powstały w 1993 r. Międzynarodowy Trybunał Karny dla byłej Jugosławii określił mianem "przemysłu wojennego" – oddając tym samym skalę okrucieństwa wymierzonego w latach 1991-95 głównie w bośniackich z pierwszych osób, które zdały sobie sprawę z tego, że bośniaccy Serbowie pod politycznym przywództwem Radovana Karadżicia i wojskowym gen. Ratka Mladicia przeprowadzają czystki etniczne, był Tadeusz Mazowiecki. Powołany w połowie sierpnia 1992 r. – cztery miesiące po rozpoczęciu wojny w samej Bośni – na stanowisko Specjalnego Sprawozdawcy ONZ, mającego raportować o sytuacji praw człowieka w byłej Jugosławii, Mazowiecki już po dwóch tygodniach stworzył pierwszy taki dokument. Pisał w nim wprost o czystkach etnicznych i od początku zwracał uwagę na doniesienia o dokonywanych przez Serbów na Muzułmankach gwałtach. Mazowiecki stawiał je w jednym rzędzie z innymi zbrodniami popełniany w czasie we wschodniej Bośni. Na zdjęciu zaznaczono budynki, w których gwałcono kobietyICTYW swoich 18 raportach stworzonych w ciągu trzech lat – aż do momentu głośnej rezygnacji z funkcji w akcie protestu przeciwko bezczynności zachowawczego, zbiurokratyzowanego aparatu ONZ, który pośrednio dopuścił do ludobójstwa w Srebrenicy – były polski premier ani razu nie pominął kwestii gwałtów dokonywanych na kobietach i jako taktyka wojennaW swojej książce z 1996 r. "Ukryte ludobójstwo w Bośni i Hercegowinie i Chorwacji" Beverly Allen, prof. Uniwersytetu w Minnesocie, opierając się na raportach Mazowieckiego, opisała trzy taktyki dokonywania gwałtów stosowanych przez Serbów głównie w Bośni, ale również wiązała się z napadami na wsie i miasteczka i publicznym gwałceniu Muzułmanek oraz Chorwatek. Wieść o tych zbrodniach – dokonywanych głównie przez oddziały tzw. czetników – roznosiła się potem po okolicy. Kilka dni później pojawiały się w niej oddziały regularnej serbskiej armii i wysłuchiwały mieszkańców. Aby im "pomóc", proponowały przesiedlenie. W ten sposób Serbowie przyspieszali proces "czystek etnicznych" w regionach, "uwalniając" je od nie-serbskiej ludności. Drugą taktyką było porywanie kobiet i przetrzymywanie ich w wyznaczonych domach lub obozach, w których były wielokrotnie gwałcone, a same gwałty Serbowie uznawali za formę tortury przed ostatecznie zadawaną młodym Muzułmankom śmiercią. Trzecia taktyka zakładała więzienie kobiet. W więzieniach były one gwałcone systematycznie, do momentu, w którym zachodziły w ciążę i stawała się ona tak zaawansowana, że nie można było dokonać bezpiecznej aborcji. Ta taktyka zakładała jedno i pasowała najlepiej do ukutego terminu "gwałtu ludobójczego" (ang. genocidal rape). Chodziło o to, by Muzułmanki rodziły dzieci Serbów. Należy dodać, że tę samą taktykę – choć w mniejszej skali – stosowali we wschodniej Bośni. Jeden z budynków, w których gwałcono kobiety. Zdjęcie z lat i wojna informacyjnaBośniaccy Serbowie stosowali gwałt jako jedno z narzędzi wojny. Różnił się on od pojedynczego napadu żołnierza na kobietę. Miał przynieść zamierzony efekt, był celem sam w sobie. Wraz z nim pojawiały się konsekwencje, o których nie dawało się – i do dziś tysiącom Muzułmanek w Bośni nie udaje się - jednym z raportów z 1993 r. Tadeusz Mazowiecki i jego zespół zwracali uwagę na "stygmatyzację ofiar gwałtów". Na to, że są one dokonywane rozmyślnie, a ich wydźwięk w społecznościach kulturowo i religijnie odmiennych od tych tradycyjnie europejskich dodatkowo "naznacza kobiety, ofiary piętnem winy". Serbowie o tym wiedzieli. Gwałt oznaczał największą hańbę i był "karą" za przynależność do innej grupy etnicznej, którą nakładano na Muzułmanki na resztę ich życia. Kobiety gwałcone w swych domach, w miasteczkach, miastach i wsiach, były wielokrotnie w nich zostawiane. Gwałcone na oczach mężów, ojców i dzieci, musiały żyć z nimi dalej pod jednym dachem. Z tym, co się stało, musieli żyć wszyscy. Serbowie wiedzieli, że te zbrodnie często zmuszą ofiary do we wschodniej Bośni. W takich warunkach bośniaccy Serbowie więzili muzułmańskie kobietyICTYW tym kontekście raporty Tadeusza Mazowieckiego okazały się być może najważniejszymi dokumentami z okresu wojny na Bałkanach. W czasie, gdy do centrali ONZ w Nowym Jorku docierały kolejne dokumenty Specjalnego Sprawozdawcy, Serbowie wykorzystywali swoją propagandę w najbardziej perwersyjny sposób. W mediach w Belgradzie pojawiła się w latach 1992-93 cała seria materiałów opisujących rzekome gwałty na serbskich kobietach dokonywane przez Muzułmanów. Serbowie na zdjęciach, a nawet nagraniach, pokazywali tymczasem własnych żołnierzy gwałcących NiewolniceNajbardziej jaskrawym przykładem stosowania gwałtów jako taktyki wojennej w latach 1992-95 był stworzony przez Serbów w okręgu Focza we wschodniej Bośni "obóz", do którego zwożono młode we wschodniej Bośni. Jeden z budynków, w których gwałcono kobiety. Zdjęcie z lat na którą składało się kilka mniejszych miast i wsi, przed wojną była zamieszkała przez ponad 20 tys. Muzułmanów. Została zaatakowana 7 kwietnia 1992 r., w trzecim dniu wojny w Bośni. Serbskie oddziały wojska, oddziały paramilitarne, serbska policja bez problemu zajęły te tereny i rozpoczęły trwające prawie nieustannie rzezie muzułmańskiej ludności. Do stycznia 1994 r. w regionie pozostało zaledwie 10 nie-Serbów. Reszta uciekła, ale tysiące do dziś nie zostały odnalezione i prawdopodobnie spoczywają w masowych w Foczy od samego początku, atakując kolejne rodziny, rozdzielali w nich mężczyzn i kobiety. Tych pierwszych często mordowali lub wywozili w niewiadome miejsca. Kobiety stawały się niewolnicami. "Obóz" w Foczy nie był zamkniętym terenem. Termin ten określa dużą liczbę domów i mieszkań, w których przez całe miesiące więziono kobiety i dziewczęta (najmłodsze miały 14 lat) i wielokrotnie gwałcono. Serbscy wojskowi wymieniali się również nimi, dawali je sobie w prezencie lub zabierali z miejsc przetrzymywania do własnych kwater i właśnie trzech serbskich żołnierzy – dowódców oddziałów stacjonujących w Foczy – zostało uznanych w 2001 r. za zbrodniarzy wojennych, a wśród zbrodni wojennych i zbrodni przeciwko ludzkości, jakie popełnili, Międzynarodowy Trybunał Karny dla byłej Jugosławii wymienił dokonane przez nich 1993 r., gdy haski trybunał uznał gwałt za zbrodnię wojenną, minęło więc kolejne osiem lat, nim któryś z winnych usłyszał to uzasadnienie w Bośni w latach 1992-95 Serbowie zgwałcili od 20 do 50 tys. Muzułmanek. Organizacje praw człowieka, ONZ i trybunał haski do tej pory nie dysponują bardziej dokładnymi we wschodniej Bośni. Jeden z budynków, w których gwałcono kobiety. Zdjęcie z lat Adam Sobolewski\mtom / Źródło: zdjęcia głównego: ICTY
Ilustracja zastępcza Najgorętsza para Hollywoodu - Angelina i Brad - prawdopodobnie znowu pojawią się wspólnie na dużym ekranie. Film ma opierać się na scenariuszu, który napisała sama Jolie! Angelina Jolie i Brad Pitt znów zagrają wspólnie, donosi portal Deadline. Film ma opierać się na scenariuszu, napisanym przez córkę wybitnego aktora, Jona Voighta. To byłby pierwszy raz od Pana i Pani Smith z 2005 roku, kiedy słynny duet „Brangelina” pojawił się na ekranach kin. Nie byłby to jednak debiut Jolie w charakterze scenarzysty. Ma ona bowiem na swoim koncie scenariusz (i reżyserię!) filmu Kraina miodu i krwi z 2011 roku, który dostał nawet nominację do Złotego Globu. Obraz opowiada o krwawym konflikcie na Bałkanach z lat 90. Tym razem scenariusz będzie z pewnością mniej wojenny, prawdopodobniej bardziej zbliżony historią do Pana i Pani Smith. Plan tego filmu nasycony był chemią, która iskrzyła między Angeliną i Bradem, chociaż wówczas nie byli jeszcze parą. Angelina, po dość długiej przerwie (jej ostatni film to Salt z 2010 r.), powraca w tym roku w dwóch produkcjach: Salt 2 i Czarownica. Bardziej zajęta jest jednak swoją produkcją, Unbroken, którą wyreżyserowała, a której premierę przewidziano na 9 stycznia 2015 roku. Brad odebrał niedawno swoją pierwszą statuetkę Oscara za wyprodukowanie najlepszego flmu 2013 roku – Zniewolony. 12 Years a Slave.
filmy o konflikcie na bałkanach